

W trakcie poprzedniego mojego pobytu w Longyearbyen wielkim niebezpieczeństwem na polu namiotowym i w drodze do miasta okazały się... rybitwy arktyczne. Te zadziorne ptaki potrafią wysiadywać jaja pół metra od drogi i atakować każdego, kto przechodzi obok. Teraz mieszkam z dala od ich ulubionych miejsc na wybrzeżu, nie muszę więc wciąż uważać na głowę.
Po dzisiejszych zajęciach udało mi się ustrzelić parę rybitw (aparatem fotograficznym) i nie zostać trafioną dziobem w głowę.
Maju Ty masz znowu te same rękawiczki co rok temu. Codziennie wieczorem czytam twoje sprawozdanie z wyprawy i sprawia mi to wielką przyjemność. Te rybitwy to naprawdę niezłe ptaszki. Pamiętaj o tabliczce ze Svalbardbuttiken do naszego gabinetu.
OdpowiedzUsuńTo nie moja rękawiczka, ktoś zgubił, mam nowe, ale podobne. Tabliczki już szukałam, przywiozę na pewno!
OdpowiedzUsuń