(Z gory przepraszam za seplenienie, pisze z uczelni, ta klawiatura nadaje sie do wstawiania ø, æ i å, a nie polskich liter!)
Oderwalam sie na moment od pisania madrego projektu i rozmarzylam sie. Bardzo chcialabym juz byc w domu, rownoczesnie jednak wiem, ze wroce na Spitsbergen. Ogladalam dzis ksiazke z pieknymi zdjeciami tutejszymi i zobaczylam, jak wielu miejsc jesacae nie widzialam. Nawetw Barentsburgu nie bylam, chociaz jest, jak na tutejsze warunki, rzut beretem od Longyearbyen.
Poki co, staram sie byc pilnym studentem i licze dni do powrotu:)
piątek, 31 lipca 2009
środa, 29 lipca 2009
Ciężkie jest życie studenta...

Długi dzień: walka z opornymi cyferkami, bałagan w danych... Aż chciałoby się zdrzemnąć :). Zwieńczenie dnia było jednak miłe: przegląd merytorycznych i towarzyskich wspomnień z rejsu, przy pizzy, cieście i zdjęciach.
(kilka nowych zdjęć na picasa)
Bardzo mnie cieszy, że nasza grupa zżyła się. Dobrze nam się razem pracuje, a jeszcze lapiej wypoczywa...
poniedziałek, 27 lipca 2009
Polarne różności
niedziela, 26 lipca 2009
Statek

W pierwszym życiu nasz statek służył w straży granicznej. Teraz wozi ludzi. Okazał się bardziej przestronny, niż sądziłam, mieliśmy nawet "salę do pracy"!
Poniżej kilka zdjęć wnętrza.
Fragment kajuty sypialnej, którą okupowałyśmy w 12 sztuk bab;)
"Classroom"
Wyjście ewakuacyjne na pokład (kapitan przeprowadził nas przez te wszystkie labirynty)
Z powrotem w szkole i w sieci
Po tygodniu pracy (sprzęt badawczy: łopata, komputer, strzelba...), podziwiania widoków oraz przygód z morzem w roli głównej, wczoraj wieczorem zawinęliśmy szczęśliwie do portu w Longyearbyen. Pogoda na lądzie dopisywała, pogoda na morzu była bardziej kapryśna. Przywieźliśmy mnóstwo danych, próbek i zdjęć.
Postaram się regularnie zamieszczać kolejne odcinki sprawozdania, w ramach odpoczywania od ciężkiej pracy umysłowej, która czeka nas przez najbliższe dwa tygodnie.
Postaram się regularnie zamieszczać kolejne odcinki sprawozdania, w ramach odpoczywania od ciężkiej pracy umysłowej, która czeka nas przez najbliższe dwa tygodnie.
piątek, 17 lipca 2009
Rejs!
Jutro pakujemy się na stateczek, który powiezie nas wzdłuż zachodnich wybrzeży wyspy, do jej północnej części. Każdego dnia będziemy schodzić na ląd w celach naukowych, a na noc wracać na stateczek w celach naukowo-odpoczynkowych.
Wracamy w przyszłą sobotę w nocy, więc czeka nas 8 dni bez dobrodziejstw, jakie daje internet.
Więc - narazie:)
Wracamy w przyszłą sobotę w nocy, więc czeka nas 8 dni bez dobrodziejstw, jakie daje internet.
Więc - narazie:)
Towarzystwo
środa, 15 lipca 2009
UFO???
Taki:
widok na środku wielkiej połaci tundry może wzbudzić lekki niepokój.
Niestety, poszukiwacze życia pozaziemskiego tym razem nie mogą liczyć na sensację. Te dziwne obiekty to pomysł naukowców na symulowanie efektu cieplarnianego na tundrze. Eksperyment trwa już kilka lat. Jak każdy eksperyment, ma wady techniczne i w niektóre kwestie wniósł więcej pytań, niż odpowiedzi. Podoba mi się jednak i tak.
widok na środku wielkiej połaci tundry może wzbudzić lekki niepokój.Niestety, poszukiwacze życia pozaziemskiego tym razem nie mogą liczyć na sensację. Te dziwne obiekty to pomysł naukowców na symulowanie efektu cieplarnianego na tundrze. Eksperyment trwa już kilka lat. Jak każdy eksperyment, ma wady techniczne i w niektóre kwestie wniósł więcej pytań, niż odpowiedzi. Podoba mi się jednak i tak.
Test
wtorek, 14 lipca 2009
"Compass flower"
Bure zdjęcia

Wczoraj pogoda nie była fotogeniczna... Widać jednak na tych pochmurnych fotkach, że całkiem sporo ludzi mieszka poza miasteczkiem, na uboczu (jeśli przyjrzeć się bliżej niby-pustej dolinie, widać domy).
Na kolejnym zdjęciu hodowla psów zaprzęgowych. Sporo ich tu działa. Latem, zamiast sań, wykorzystywane są wózki.
Botanika po norwesku
... nie tak bardzo różni sięod botaniki po polsku. Różnica, którą dostrzegłam, jest taka, że tutejsi botanicy swobodniej łączą metody "klasyczne" z nowymi.
Botaniczne żarty wszędzie są za to podobne:)
Przyjemnie, zamiast siedzieć w sali i słuchać, było wyjść na zewnątrz i mieć wykład w kawałkach przy różnych napotkanych roślinkach. Oczywiście, w towarzystwie Luny.
Botaniczne żarty wszędzie są za to podobne:)
Przyjemnie, zamiast siedzieć w sali i słuchać, było wyjść na zewnątrz i mieć wykład w kawałkach przy różnych napotkanych roślinkach. Oczywiście, w towarzystwie Luny.
niedziela, 12 lipca 2009
Niedziela na morenie

Prezent na niedzielę: świetna pogoda! Słonecznie, cieplutko, w sam raz do spędzenia dnia na morenie lodowca:) Wyciągnęłam Olof (koleżankę z Islandii, która też ma interes badawczy w łażeniu po morenach) i odwaliłyśmy kawał roboty, przy okazji opalając się i podziwiając widoki (dosłownie odwaliłyśmy, zajęcia z lichenologii wymagały WALENIA młotkiem i dłutem w kamienie!) Spotykałyśmy sporo turystów, niektórzy szukali skamieniałości... więc my też postanowiłyśmy rzucić okiem.

Wynik wyprawy: plecak ciężki od próbek, sporo danych do wklepania i część pracy za mną. Ach, są jeszcze zdjęcia (więcej fotek, niż tu, pod adresem :http://picasaweb.com/maja.maslowska/arcticbee)
sobota, 11 lipca 2009
"Damned terns!"


W trakcie poprzedniego mojego pobytu w Longyearbyen wielkim niebezpieczeństwem na polu namiotowym i w drodze do miasta okazały się... rybitwy arktyczne. Te zadziorne ptaki potrafią wysiadywać jaja pół metra od drogi i atakować każdego, kto przechodzi obok. Teraz mieszkam z dala od ich ulubionych miejsc na wybrzeżu, nie muszę więc wciąż uważać na głowę.
Po dzisiejszych zajęciach udało mi się ustrzelić parę rybitw (aparatem fotograficznym) i nie zostać trafioną dziobem w głowę.
Widok sprzed drzwi
Akademiki położone są ok. 3 km od głównej części miasteczka, w bocznej dolinie. Wcześniej ich budynki służyły za "hotele robotnicze" dla górników (Longyearbyen powstało jako osada górnicza, wydobywają tu węgiel kamienny, obecnie działa niewielka część wcześniejszych kopalni). Z okna pokoju widzę, oprócz sąsiednich budynków, stok góry z pozostałościami po wydobyciu węgla. Nie jest to najpiękniejsza góra na świecie, ale mieszkają na niej trrrraczyki i blade mewy, lubię słuchać ich gadania.
A oto widok sprzed drzwi w górę doliny...

...i w stronę Longyearbyen.

Warunki dla studentów są, jak dla mnie, wyśmienite. Pokoje tylko jednoosobowe, z łazienkami na 2-3 osoby, świetlico-kuchnię dzieli więcej osób. Porządnie wszystko urządzone. Bardzo ważnym elementem wyposażenia są podwójne zasłony w oknach, żeby w trakcie dnia polarnego móc zrobić sobie noc.
A oto widok sprzed drzwi w górę doliny...

...i w stronę Longyearbyen.

Warunki dla studentów są, jak dla mnie, wyśmienite. Pokoje tylko jednoosobowe, z łazienkami na 2-3 osoby, świetlico-kuchnię dzieli więcej osób. Porządnie wszystko urządzone. Bardzo ważnym elementem wyposażenia są podwójne zasłony w oknach, żeby w trakcie dnia polarnego móc zrobić sobie noc.
piątek, 10 lipca 2009
Merytorycznie
Cieszę się, bo mam szansę sporo się tu nauczyć. Nie tylko nauka podczas zajęć wydaje się efektywna. Z Olof - koleżanką z Islandii razem pójdziemy buszować pod lodowcami, bo ona, tak jak ja, zajmuje się sukcesją roślinności na morenach. Stefi, lichenolog - genetyk z Frankfurtu - będzie świetnym towarzystwem przy szukaniu porostów... a to tylko część "giełdy informacji".
Zajęcia botaniczne w terenie (na dworze/na polu/na zewnątrz...) w każdym miejscu na Ziemi wyglądają podobnie:)
Zajęcia botaniczne w terenie (na dworze/na polu/na zewnątrz...) w każdym miejscu na Ziemi wyglądają podobnie:)
Zwiedzanie uczelni - stołówka
Tutejsza stołówka jest, niestety, nieczynna latem. Nieczynna nie znaczy jednak zamknięta - zawsze można wejść i siąść ze swoim jedzonkiem, stoi też kuchenka mikrofalowa, jakby ktoś chciał.

Większość pomieszczeń w budynku (poza tymi "oficjalnymi", z dużą ilością pieniędzy albo broni) działa podobnie: jeżeli nie odbywają się tam zajęcia, drzwi są otwarte i można z sali korzystać.

Większość pomieszczeń w budynku (poza tymi "oficjalnymi", z dużą ilością pieniędzy albo broni) działa podobnie: jeżeli nie odbywają się tam zajęcia, drzwi są otwarte i można z sali korzystać.
Luna

Na dzisiejsze zajęcia terenowe Inger (prowadząca) zabrała swoją labradorkę - Lunę. Pieska świetnie się czuła w centrum zainteresowania. Kiedy jej miejsce w centrum zajęły rośliny, siadła na nie po prostu...

...a gdy zajęcia w pobliżu się skończyły, znalazła zabawkę: ptasi szkielet (foto: Luna i jej zabawka).
Mamy nadzieję, że Luna popłynie z nami na wycieczkę statkiem. Jeśli kapitan się zgodzi, będziemy mieć morskiego labradora na pokładzie!
czwartek, 9 lipca 2009
"Safety course" #3
Całe szkolenie przebiegło prawie bez zakłóceń. Jedyny problem - dwóm dziewczynom lekko przeciekały kombinezony... Jedna z nich robiła kurs bezpieczeństwa po raz drugi i klęła szpetnie, bo za pierwszym razem też miała pecha.
Jak się pływa w ufoludkowym kombinezonie: http://picasaweb.google.com/apsel83/HellyHansen# link do albumu znajomego, który spędził rok w polskiej stacji polarnej na Spitsbergenie i jakoś teraz zbiera się do powrotu. Zachęcam do pobuszowania po jego galerii.
Jak się pływa w ufoludkowym kombinezonie: http://picasaweb.google.com/apsel83/HellyHansen# link do albumu znajomego, który spędził rok w polskiej stacji polarnej na Spitsbergenie i jakoś teraz zbiera się do powrotu. Zachęcam do pobuszowania po jego galerii.
"Safety course" #2

Niestety nie mam zdjęć pokazujących, jak wyglądamy w tych kombinezonach, ale postaram się zdobyć jakieś.
Woda w morzu wokół Spitsbergenu ma zwykle parę stopni, a może mieć nawet poniżej zera, więc wpadnięcie do niej grozi szybkim wychłodzeniem. Kombinezony o wiele mówiącej nazwie "survival suit" są gumowe i ocieplane, można w tym ponoć dobę przesiedzieć w arktycznym morzu. Tylko czuje się w tym człowiek, jak ufoludek!
"Safety course" #1


Ciekawie spędziłam pół urodzinowego dnia. Najpierw wykład o wszelkich paskudztwach arktycznych, potem zajęcia z bronią w rękach, na koniec pławienie się w fiordzie w pomarańczowym kombinezonie...:)
Ze strzelania jestem dumna. Myślę, że trafiłabym niedźwiedzia (niekoniecznie kładąc się na tundrze, ćwiczyliśmy nie tylko tak), kłopot w tym, że nie chciałabym próbować.
(Michał, UNIS korzysta ze sztucerów z kolbą z tworzywa, są LEKKIE!)
DZIĘKUJĘ ZA ŻYCZENIA!
Jestem bardzo wszystkim wdzięczna za pamięć - sama nie do końca pamiętałam o własnych urodzinach (Michał, zacny trunek będzie jutro bądź w sobotę. Dziś, w ramach prezentu dla siebie, zamierzam zrobić kilka fotek).
Ciekawe, drugie urodziny za kołem podbiegunowym... Marzy mi się jednak obchodzenie ich w przyszłym roku po polsku:)
Ciekawe, drugie urodziny za kołem podbiegunowym... Marzy mi się jednak obchodzenie ich w przyszłym roku po polsku:)
środa, 8 lipca 2009
Naukę czas zacząć
Będzie ciekawie:) Każde z nas prezentowało grupie, czym się zajmuje. Różnorodne problemy, różne podejścia, nie wszystko bezpośrednio związane z tematyką kursu. Część osób młodsza stażem, na studiach magisterskich.
Zanim zaczniemy uczyć się mądrych roślinkowych rzeczy, czeka nas - jutro - dzień nauki, jak nie dać się Arktyce ("security training"). Pogoda wróciła do spitsbergenowej normy i wieje wściekły zimny wiatr, a zajęcia będą głównie na zewnątrz, więc będziemy jutro paradować ubrani jak misie polarne.
Dobranoc!
Zanim zaczniemy uczyć się mądrych roślinkowych rzeczy, czeka nas - jutro - dzień nauki, jak nie dać się Arktyce ("security training"). Pogoda wróciła do spitsbergenowej normy i wieje wściekły zimny wiatr, a zajęcia będą głównie na zewnątrz, więc będziemy jutro paradować ubrani jak misie polarne.
Dobranoc!
Artktyczna mieszanka kulturowa
Na kursie będzie chyba 15 studentów - dziś spotkanie organizacyjne, dowiem się dokładnie. Do teraz poznałam współuczestników z: Australii, Belgii, Islandii, Wielkiej Brytanii, Alaski, Francji - i z Norwegii oczywiście. Kilka osób jest na uczelni już stałymi bywalcami.
Dogadywanie się po angielsku przy tak wielu akcentach jest dla mnie wyzwaniem większym, niż sądziłam. Trzeba mi będzie pewnie jeszcze paru dni, żeby się przyzwyczaić.
Dogadywanie się po angielsku przy tak wielu akcentach jest dla mnie wyzwaniem większym, niż sądziłam. Trzeba mi będzie pewnie jeszcze paru dni, żeby się przyzwyczaić.
wtorek, 7 lipca 2009
Gorąco!
Nie-polarna pogoda! Słonecznie, cieplutko, w południe upiekłam się w długim rękawie.
Dzięki ogromne Ani i Leszkowi, że towarzyszyli mi w wycieczce. Wybraliśmy się oglądać miejsca, które będą moim "terenem badań". To bardzo niedaleko akademika, wygodnie. Przynieśliśmy stamtąd zdjęcia reniferów i liska polarnego (Ania) i całkiem sporo porostów (ja).
Oby więcej tak pięknych dni...
Dzięki ogromne Ani i Leszkowi, że towarzyszyli mi w wycieczce. Wybraliśmy się oglądać miejsca, które będą moim "terenem badań". To bardzo niedaleko akademika, wygodnie. Przynieśliśmy stamtąd zdjęcia reniferów i liska polarnego (Ania) i całkiem sporo porostów (ja).
Oby więcej tak pięknych dni...
Subskrybuj:
Posty (Atom)








